Low Carb czy High Carb – która dieta odchudza lepiej?

Chcesz schudnąć – musisz ograniczy spożycie węglowodanów”, temu hasłu ciągle wierzą nie tylko niezliczone rzesze osób borykających się z problemem nadmiernej masy ciała, ale także wtórują mu głosy wielu trenerów i dietetyków gotowych bronić go ciężkiego kalibru argumentami, wywodzącymi się z wybiórczej, niestety, interpretacji zasad rządzących ludzką fizjologią. Czy jednak faktycznie obniżanie podaży węglowodanów stanowi uniwersalne remedium na otyłość i nadwagę? A może równie korzystnie lub wręcz korzystniej byłoby obniżyć spożycie tłuszczu? Żeby odpowiedzieć na tak postawione pytania trzeba skrupulatnie przeanalizować przeprowadzone w ciągu ostatnich lat wyniki badań, zwracając szczególną uwagę na ich metodologię. To bowiem często umyka „internetowym specjalistom” i propagatorom wątpliwych w swojej słuszności twierdzeń dotyczących odżywiania.

Gdzie moda panią, rozum sługą

Zanim przejdę do meritum niniejszego artykułu, chciałbym zwrócić uwagę na jedną, kluczową kwestię. Otóż dietetyka w swoim obiegowym wydaniu w dużej mierze podlega uwarunkowaniom podobnym do tych, na jakich opiera się estetyka ubioru nierozerwalnie powiązana ze słowem „moda”. Faktycznie w obiegowej dietetyce, która w swojej istocie mocno różni się od dietetyki fachowej wywodzącej się ze Świata Nauki, można zauważyć, że pewne trendy ulegają zjawisku hiperinflacji i stają się… passé. Przykładowo kilka dekad temu modnym było głosić, iż „tyje się od spożycia tłuszczu”, po czym po pewnym czasie powyższy pogląd jakoby się zdewaluował i ustąpił miejsca głośno postulowanemu przekonaniu, które mówi, iż to spożycie węglowodanów odpowiada za problem nadwagi i otyłości. Karl Lagerfeld mawiał, iż moda żyje zmianą, a Agatha Christie w słynnym kryminale „Mrs McGinty’s Dead” napisała, że „nie ma nic śmieszniejszego od wczorajszej mody – nawet jeżeli za trzydzieści lat jej urok może powrócić, a w każdym razie od nowa stać się dla kogoś pociągający”. Te cytaty znakomicie definiują współczesny problem jaki trapi POP-dietetykę: bardzo łatwo zawierzamy kategorycznym sądom, zwłaszcza takim, których atrakcyjność wynika z innowacyjności bazowych założeń stanowiących zaprzeczenie dla dotychczasowych, zużytych już mocno sloganów (których geneza jest skądinąd bardzo podobna).

W związku z bieżącą modą, po wysokiej popularności diet niskotłuszczowych, upowszechniło się przekonanie mówiące, iż to właśnie zmniejszanie spożycia produktów węglowodanowych stanowi ważny element pracy nad sylwetką w okresie ukierunkowanym na redukcję zapasów tłuszczowych. Tłuszcz w zamian lansowany zaczął być jako ważny i „bezpieczny dla sylwetki” składnik pokarmowy.

Źródło: www.eatthebutter.org

Czy jednak pogląd ten jest słuszny? W świetle dostępnej literatury można mieć co do tego spore wątpliwości.

Chcesz schudnąć? Tnij „węglowodany”…

Nie ulega żadnej wątpliwości, że wprowadzenie restrykcji węglowodanowych może być skutecznym sposobem na to, by w pozbyć się nadmiaru zgromadzonych zapasów tłuszczowych, na co wskazują również najnowsze publikacje naukowe [1]. Pewne kontrowersje dotyczą jedynie bezpieczeństwa stosowania diet niskowęglowodanowych (LC), niemniej pojawia się coraz więcej badań wskazujących, iż rozwiązania tego typu mogą być bezpieczne dla zdrowia – o ile oczywiście są odpowiednio zaplanowane [1]. Przykładem diety, która wykazuje ciekawy potencjał prozdrowotny jest śródziemnomorska dieta ketogenna [2] (niestety pod naszą szerokością geograficzną nie zyskała popularności, być może dlatego, że nie ma w niej zbytnio miejsca dla boczku, karkówki i masła)… Dlatego, wbrew obawom co poniektórych osób, ani zmniejszenie spożycia węglowodanów, ani też idące z nim w parze zwiększenie podaży tłuszczu nie musi być zagrożeniem dla zdrowia, a wręcz istnieją dowody na to, że u osób otyłych dieta niskowęglowodanowa może prowadzić do poprawy niektórych parametrów zdrowotnych (notowano m.in. korzystne zmiany w lipidogramie, poziomie insuliny i glukozy na czczo, poziomie wskaźników nasilenia procesów zapalnych, takich jak wybrane interleukiny czy TNF-alfa) [1; 2]. Trzeba przyznać, że jednak wspomniane przed chwilą pozytywne następstwa diety nie są notowane u wszystkich osób ją stosujących, co może być powiązane zarówno z osobniczymi uwarunkowaniami, jak i jakościowym oraz ilościowym doborem pokarmów, a także czasem ich stosowania [1; 3].

Za daleko idące wnioski?

Dość wysoka skuteczność diet niskowęglowodanowych w redukowaniu tkanki tłuszczowej, rejestrowana w badaniach, skłoniła niektóre osoby do wyciągnięcia wniosku, który mówi, iż obniżenie podaży węglowodanów jest konieczne, by wywołać redukcję nadmiernej masy ciała. Warto się zastanowić jednak, czy owo twierdzenie jest słuszne i czy faktycznie odchudzanie opierać się musi jedynie na „liczeniu węglowodanów”, a nie „liczeniu kalorii”. Z jednej strony w zasobach „PubMedu” nietrudno znaleźć badania, w których wyniki notowane przy zastosowaniu diety typu LC okazywały się lepsze niż w przypadku diet z przewagą węglowodanów (HC). Z drugiej strony jednak, kiedy przyjrzeć się samej metodologii pojawiają się zaraz pewne, istotne wątpliwości, co do rzetelności tychże eksperymentów.

Wady badań z zastosowaniem diet niskowęglowodanowych

Problem z opracowaniami czy też dyskusjami, w których zagorzali zwolennicy diet niskowęglowodanowych podpierają się wynikami badań wspierającymi ich przekonania jest taki, że owe badania projektowane są często w dość tendencyjny sposób. Otóż często dzieje się tak, że gdy autorzy owych eksperymentów przydzielają uczestników do diety nisko- lub wysokowęglowodanowej, to w LC jest z reguły istotnie więcej białka niż w HC [4-7]. Zazwyczaj wyglądało to tak, jak na załączonym obrazku, będącym wycinkiem pełnego tekstu pracy Volek I wsp. (2004), „Comparison of energy-restricted very low-carbohydrate and low-fat diets on weight loss and body composition in overweight men and women”…

Podobnych przykładów jest więcej. Oczywiście nie zawsze spożycie białka w izokalorycznych dietach LC w tego typu badaniach porównawczych jest wyższe o 50% niż w dietach HC, ale najczęściej – różnice są w tej materii dość znaczące. My tymczasem wiemy, że wyższa podaż protein w diecie charakteryzującej się ujemnym bilansem energetycznym sprzyja efektywniejszej redukcji tłuszczu zapasowego, co pociągać będzie za sobą w sposób naturalny korzystniejsze zmiany w parametrach związanych z gospodarką glukozową i lipidową, a także w obrębie markerów stanu zapalnego [1; 8]. Wiele wskazuje na to, że korzystniejsza poprawa wielu parametrów zdrowotnych w przypadku diet LC w porównaniu do HC wynikała właśnie z tego, że zawierając więcej białka, powodowały silniejszy ubytek nadmiernej masy ciała [1]. Tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie: czy gdyby zaprojektować badanie w taki sposób, by podaż protein była taka sama w porównywanych dietach LC i HC, to jak wyglądałby wynik końcowy choćby w kwestii redukcji tłuszczu zapasowego?

Spojrzenie z innej perspektywy…

W kontekście omówionych powyżej zależności szczególnie ciekawych wniosków dostarcza eksperyment, w którym dokonano porównania skuteczności następujących rozwiązań żywieniowych [9]:

  • diety o normalnym udziale węglowodanów i umiarkowanym udziale białka (NPNC),
  • diety o niskim udziale węglowodanów i umiarkowanym udziale białka (NPLC),
  • diety wysokobiałkowej, z normalnym udziałem węglowodanów (HPNC),
  • diety wysokobiałkowej, z niskim udziałem węglowodanów (HPLC).

Badanie zostało więc zaprojektowane w taki sposób, by ocenić realny wpływ zmian w spożyciu protein na finalny wynik eksperymentu.

Co się okazało?

Autorzy zaobserwowali, że diety bardziej zasobne w białko działały korzystniej w materii redukcji tkanki tłuszczowej niż diety z niższym udziałem tego składnika. Efekt był niezależny od spożycia tłuszczu i węglowodanów (kaloryczność diet była taka sama). Innymi słowy podaż węglowodanów nie wpływała w tym badaniu na tempo redukcji tkanki tłuszczowej – czynnikiem różnicującym było jedynie spożycie protein [9].

Wyniki zacytowanego powyżej badania rzucają trochę inne światło na wyniki eksperymentów, gdzie przy porównywaniu skutków diet niskowęglowodanowych z dietami konwencjonalnymi pomijany bywał fakt, że spożycie protein nie było w obu dietach zrównane.

Oczywiście powyższy fakt nie dyskwalifikuje diet niskowęglowodanowych jako metody obniżania nadmiernej masy ciała, pokazuje jednak, że wyniki wielu badań wskazujących na wyższy potencjał odchudzający LC mogą być obarczone pewnym błędem. Ale to nie jest koniec naszych dywagacji na zainicjowany temat. Wpływ rozwiązań żywieniowych o różnym rozkładzie makroskładników na redukcję tłuszczu zapasowego można jeszcze rozpatrywać w innym, ciekawszym kontekście.

Realia współczesnych badań

Badania naukowe, w których porównuje się różne diety i ich wpływ na kompozycję sylwetki, mają zazwyczaj liczne ograniczenia. Jedną z największych ich wad jest słaba kontrola realizowania założeń poszczególnych diet w praktyce przez uczestników. Wynika to z tego, że osoby biorące udział w badaniu rzadko kiedy są pod obserwacją jego autorów 24 godziny na dobę. Najczęściej otrzymują zalecenia i udają się do swoich domów, poinstruowani wcześniej jak się odżywiać i jak tworzyć zapiski z tego, co w danym dniu zjedli. Pomocniczo działają regularne konsultacje z naukowcami w toku trwania studium i regularne pomiary efektów, ale zgodzić się trzeba, że takie rozwiązania nie mają podejścia do opcji, gdzie wszyscy uczestnicy przez cały czas trwania próby są pod pełną i ciągłą kontrolą autorów. Niestety takich eksperymentów jest mało, bo raz, że są drogie i wymagające, a dwa – trudniej znaleźć chętnych do brania w nich udziału…

Wspomniane przed chwilą okoliczności mogą rzutować na wiarygodność badań naukowych. Przykładowo w sytuacji, gdy trudno jest kontrolować realizację zaleceń żywieniowych, uczestnicy zazwyczaj w większym stopniu stosują się do diet, które:

  • są bliższe ich preferencjom kulinarnym,
  • pozwalają lepiej kontrolować łaknienie (choć ten aspekt akurat jest obiektywnym plusem danej diety – nie zawsze jednak to on jest przedmiotem badania),
  • są mniej wymagające czasowo i technicznie,
  • opierają się na bardziej czytelnych założeniach.

Dlatego, gdy już w świecie nauki pojawi się jakiś żywieniowy eksperyment prowadzony w maksymalnie kontrolowany sposób, jego wyniki warto traktować jako niezwykle cenne. No i na szczęście w kwestii omawianego zagadnienia, czyli wpływu restrykcji węglowodanowych (w porównaniu do restrykcji tłuszczowych), mamy na czym się oprzeć.

Weryfikacja hipotezy insulinowej

Insulinowa koncepcja otyłości” w ostatnich latach niezwykle mocno się upowszechniła. W dużym uproszczeniu mówi ona, że tyje się nie tyle od nadmiaru kalorii w jedzeniu, a od wysokiego udziału węglowodanów, które podnoszą poziom insuliny – hormonu mającego powodować przyrost tkanki tłuszczowej i blokować jej spalanie. W myśl wspomnianej hipotezy ograniczenie spożycia węglowodanów ma być remedium na problemy, takie jak nadwaga i otyłość. Graficznie wspomnianą hipotezę i proponowane na jej podstawie interwencje przedstawić można w następujący sposób:

Najbardziej znanym propagatorem ww. koncepcji jest Gary Taubes – dziennikarz, który zasłynął jako głośny krytyk współcześnie obowiązujących zaleceń żywieniowych i któremu nie można odmówić błyskotliwości i analitycznego umysłu. Ów gentlemen swego czasu powołał Nutrition Science Initiative (NuSI) – instytucję mającą status fundacji, której nadrzędnym celem stało się zbieranie funduszy i następnie finansowanie badań dotyczących wpływu konsumpcji węglowodanów i tłuszczów na ryzyko otyłości oraz ocenę skuteczności interwencji żywieniowych opartych na różnym rozkładzie makroskładników. W ramach swojej działalności NuSI sfinansowało niezwykle interesujące eksperymenty porównujące wpływ węglowodanowych i tłuszczowych restrykcji na masę i skład ciała. Tymże badaniom warto poświęcić chwilę uwagi.

Pierwszy eksperyment metaboliczny

W studium wzięło udział 19 otyłych osób. Uczestnicy zostali zamknięci w szpitalu, a monity postępów prowadzone były w komorze metabolicznej, dzięki czemu autorzy mogli skrupulatnie monitorować co dzieje się w organizmach uczestników. Dzięki takiemu zaprojektowaniu studium możliwe było nie tylko dokładne kontrolowanie co jedzą uczestnicy, ale też – jak się zachowują, ile tlenu pobierają i co z siebie wydalają, a także co spalają w przemianach energetycznych w toku trwania interwencji! Autorzy postanowili określić jak zmienia się metabolizm substratów energetycznych w przypadku diety niskowęglowodanowej, a jak w przypadku niskotłuszczowej oraz która dieta skuteczniej promuje spalanie tłuszczu zapasowego. Obie diety dostarczały taką samą dawkę energii, różnice dotyczyły tylko rozkładu makroskładników [10].

Założenia poszczególnych interwencji żywieniowych

Eksperyment został rozpoczęty od losowego podzielenia uczestników na dwie grupy, przy czym najpierw ochotnicy realizowali założenia diety normokalorycznej (neutralny bilans): 2740 kcal/d; 35,3% energii z tłuszczu, 50,2% z węglowodanów i 14,5% z białka. Następnie wprowadzony został deficyt rzędu 30%, gdzie autorzy postanowili obniżyć podaż energii, zmniejszając albo spożycie tłuszczu, albo węglowodanów (zależnie od grupy). Finalnie powstały następujące rozwiązania żywieniowe [10]:

  • dieta niskowęglowodanowa: 1918 kcal/d; 50,1% energii z tłuszczu, 29% z węglowodanów, 20,9% z białka
  • dieta niskotłuszczowa: 1918 kcal/d; 7,7% energii z tłuszczu, 71,2% z węglowodanów, 21,1% z białka.

Badanie zostało tak zaprojektowane, by każdy z uczestników miał możliwość realizowania założeń każdej z diet interwencyjnych (badanie krzyżowe), po okresie przerwy (washout) między interwencjami. Konstrukcję studium obrazuje poniższa grafika:

Co się okazało?

Wyniki eksperymentu okazały się następujące [10]:

  • po pierwsze: ograniczenie spożycia węglowodanów powodowało istotne obniżenie poziomu insuliny, co zgodnie z hipotezą insulinową powinno sprzyjać odchudzaniu;
  • po drugie: zaobserwowano, że obniżenie stężenia insuliny szło w parze ze zwiększeniem wykorzystania lipidów w procesach energetycznych (vivat LC!!!). Problem polega jednak na tym, że były to głównie kwasy tłuszczowe pochodzące z pokarmu (a nie z tkanki tłuszczowej niestety). Przy okazji umniejszone zostało też zużycie węglowodanów w procesach energetycznych;
  • po trzecie: dieta niskowęglowodanowa wywołała znaczący spadek masy ciała, ale co istotne – wynikał on głównie z utraty… wody!
  • po czwarte: dla odmiany – co zapewne dla wielu osób będzie zaskoczeniem – więcej tkanki tłuszczowej tracili uczestnicy wtedy, gdy byli przypisani do diety niskotłuszczowej;
  • po piąte – najważniejsze – w przypadku diety wysokowęglowodanowej utrata zgromadzonych zapasów lipidowych wynosiła 89 ± 6 g dziennie. Dla porównania przy stosowaniu diety niskowęglowodanowej spalanie tłuszczu zapasowego wynosiło ledwie 53 ± 6 g dziennie, czyli było istotnie mniejsze;
  • po szóste: dieta LC powodowała większy katabolizm białek…

Efekty notowane w przypadku poszczególnych interwencji obrazują poniższe wykresy:

Wyniki powyższego badania wydawać się mogą zaskakujące w świetle obiegowych przekonań na temat tego, jakie interwencje żywieniowe trzeba podjąć, by pozbyć się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Wspomniane dane okazują się być wręcz szokujące jak weźmiemy pod uwagę, że dotyczą one osób otyłych (uważa się, że zwłaszcza w przypadku otyłości skuteczniejsza jest dieta niskowęglowodanowa). To co prawda tylko jednostkowy eksperyment i nie podważa on sam w sobie skuteczności diet niskowęglowodanowych, ale wnioski z niego płynące stanowią silny kontrargument przeciwko przekonaniu mówiącemu, iż chcąc zredukować tkankę tłuszczową musimy „ciąć węglowodany”.

Drugie badanie metaboliczne

Opisany powyżej eksperyment został oczywiście skrytykowany na rozmaitych forach, serwisach społecznościowych i innych równie opiniotwórczych i prestiżowych miejscach zrzeszających ekspertów od WOW-u, będących zwolennikami diety niskowęglowodanowej (chociaż badanie sfinansował sympatyzujący z ideą diet typu Low Carb – NuSI G. Tubesa), a najważniejsze argumenty wytaczane przeciwko jego metodologii dotyczyły:

  • zbyt krótkiego czasu trwania poszczególnych interwencji (5-6 dni),
  • zbyt wysokiego spożycia węglowodanów na diecie niskowęglowodanowej (29% podaży energii),
  • zbyt niskiego spożycia tłuszczu na diecie wysokowęglowodanowej (7,7% podaży energii),
  • braku aktywności fizycznej u uczestników,
  • relatywnie niskiej podaży energii względem zapotrzebowania kcal (deficyt wynoszący 30%).

Na szczęście wymienione powyżej aspekty zostały wzięte pod uwagę przy konstrukcji kolejnego eksperymentu, który [11]:

  • trwał łącznie 8 tygodni,
  • obejmował porównanie diety ketogennej (VLCKD) z bardziej zwyczajowym rozkładem makroskładników dla diety z przewagą węglowodanów (BD),
  • zakładał wyższą podaż energii,
  • uwzględniał wysiłek fizyczny (90 min dziennie),
  • również zyskał finansowanie NuSI.

W praktyce studium wyglądało tak, że uczestnicy zostali przydzieleni na pierwsze 4 tygodnie do diety wysokowęglowodanowej (BD), która dostarczała: 104 g białka, 338 g węglowodanów i 108 g tłuszczu, co daje łącznie 2740 kcal, a następnie w kolejnych 4 tygodniach ci sami ochotnicy przypisani zostali do diety bardzo niskowęglowodanowej ketogennej (VLCKD), która dostarczała: 104 g białka, 36 g węglowodanów i 242 g tłuszczu, co razem również daje 2740 kcal [11].

Znamienne jest to, że obie diety charakteryzowały się taką samą ilością protein – w wielu innych badaniach w tej materii pojawiały się daleko idące rozbieżności. Dodatkowo przez cały czas trwania badania wszyscy uczestnicy wykonywali treningi aerobowe, pedałując po 90 min dziennie na rowerku stacjonarnym. Obserwacje i wnioski uznać należy za co najmniej interesujące [11]:

  • w przypadku diety VLCKD zaobserwowano wyraźny spadek poziomu insuliny;
  • dieta VLCKD doprowadziła także do niewielkiego wzrostu wydatków energetycznych, co uznać należy za atut;
  • dodatkowo zanotowano, iż dieta VLCKD powoduje nasilenie oksydacji kwasów tłuszczowych w procesach energetycznych, co jest logiczne, gdyż ich podaż z diety była drastycznie wyższa niż w diecie BD.

Powyższe wnioski wydają się bardzo optymistyczne, bo w świetle popularnych przekonań stanowią niemal synonimy „szybszego odchudzania”. Cóż, wyniki zacytowanego eksperymentu nie wspierają do końca tego założenia. Otóż warto podkreślić, że faktycznie w perspektywie dwóch tygodni stosowanie diety VLCKD, pomimo względnie wysokiej kaloryczności, ubytek masy ciała był znaczący i wynosił on aż 1,6 kg. Trzeba jednak dodać, że ubytek samej tkanki tłuszczowej w tym okresie to ledwie 0,2 kg! Oznacza to, że resztę stanowiła beztłuszczowa masa ciała! W kolejnych tygodniach trend polegający na zwiększeniu katabolizmu białek i utraty beztłuszczowej masy ciała ulegał jeszcze lekkiemu pogłębieniu. Tu warto dodać, że w przypadku realizacji założeń diety BD w perspektywie dwóch tygodni ubytek masy ciała wynosił średnio tylko 0,8 kg, czyli był o połowę niższy, ale ubytek tłuszczu oscylował wokół wartości 0,5 kg, czyli był dwuipółkrotnie wyższy.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, iż autorzy na podstawie zabranych danych uznali, że dieta ketogenna nie ma przewagi nad dietą wysokowęglowodanową w promowaniu spalania tłuszczu zapasowego, w zamian natomiast powoduje mało znaczący wzrost wydatków energetycznych oraz sprzyja utracie beztłuszczowej masy ciała, nasilając wydalanie wody oraz wzmagając katabolizm białek [11].

Opierając się na wynikach przytoczonego eksperymentu, ale także biorąc pod uwagę wcześniej cytowane dane uznać należy, że obniżenie spożycia węglowodanów i będący jego skutkiem spadek poziomu insuliny niekoniecznie muszą prowadzić do nasilenia spalania tłuszczu zapasowego. Wbrew wielu obiegowym twierdzeniom dieta niskowęglowodanowa niekoniecznie daje jakieś szczególne metaboliczne korzyści, które sprawiają, że jest ona efektywniejsza, o ile – co jest bardzo ważne – podaż energii jest taka sama jak przy diecie z przewagą węglowodanów. Z drugiej strony głębokie restrykcje węglowodanowe mogą nieść za sobą tzw. „efekt WOW”, związany z szybkim ubytkiem masy ciała (głownie wody, a być może też mięśni, ale niekoniecznie zapasowego tłuszczu), co manifestując się znaczącą zmianą w wyniku pomiaru podczas ważenia powoduje podniesienie poziomu motywacji do realizowania założeń takiej diety. Ten aspekt przy wyborze strategii żywieniowej także trzeba wziąć pod uwagę, może być on bowiem argumentem na rzecz wprowadzenia węglowodanowych restrykcji w określonych przypadkach.

Podsumowanie

Czy na podstawie zebranych danych można powiedzieć, że na przekór popularnym twierdzeniom dieta z przewagą węglowodanów lepiej odchudza niż dieta wysokotłuszczowa, wieszcząc rychły koniec mody na Low Carb? Analizując wyniki dwóch ostatnich z przytoczonych badań faktycznie można byłoby dojść do takich wniosków, ale warto schłodzić temperament, biorąc pod uwagę pewne ważne okoliczności. Po pierwsze różnice świadczące na korzyść diety z przewagą węglowodanów może i były istotne statystycznie, ale raczej trudno powiedzieć, by były znaczące klinicznie, a po drugie – efekty notowane w badaniach metabolicznych, choć pozwalają wykluczyć szereg czynników zakłócających (jak stopień realizacji założeń diety, który jest różny w badaniach otwartych i najczęściej wyższy w przypadku diet lepiej tłumiących uczucie głodu), to nie odzwierciedlają realiów dnia codziennego, np. tych z obszaru gabinetu dietetyka. W końcu przecież żaden dietetyk nie trzyma swoich pacjentek oraz pacjentów pod kluczem i nie karmi ich z zegarmistrzowską precyzją, odmierzając wielkość porcji i pilnując z pejczem, by nic na talerzach nie zostało. Chciałoby się rzec – a szkoda, może byłby to dobry sposób na podniesienie skuteczności proponowanych interwencji żywieniowych. Kto wie, może za jakiś czas takie praktyki staną się… modne? Jakkolwiek by nie było, w dobrym stylu jest po prostu dystansować się do mody, a w zamian indywidualizować postępowanie żywieniowe, opierając się przy tym na rekomendacjach i dowodach naukowych, mając z tyłu głowy słowa Coco Chanel, która mawiała, iż „moda przemija, styl pozostaje”. Dowody naukowe wskazują tymczasem, iż dieta z przewagą węglowodanów może stanowić co najmniej równie skuteczne narzędzie w pracy nad redukcją tłuszczu zapasowego.

Bibliografia
[1]. Noakes TD, Windt J. Evidence that supports the prescription of low-carbohydrate high-fat diets: a narrative review. Br J Sports Med. 2017 Jan;51(2):133-139.
[2]. Shai I, Schwarzfuchs D, Henkin Y, i wsp. Weight loss with a low-carbohydrate, Mediterranean, or low-fat diet.N Engl J Med. 2008 Jul 17;359(3):229-41.
[3]. Kappagoda CT1, Hyson DA, Amsterdam EA.Low-carbohydrate-high-protein diets: is there a place for them in clinical cardiology? J Am Coll Cardiol. 2004 Mar 3;43(5):725-30.
[4]. Volek J, Sharman M, Gómez A i wsp. Comparison of energy-restricted very low-carbohydrate and low-fat diets on weight loss and body composition in overweight men and women. Nutr Metab (Lond). 2004 Nov 8;1(1):13.
[5]. Forsythe CE1, Phinney SD, Fernandez ML i wsp. Comparison of low fat and low carbohydrate diets on circulating fatty acid composition and markers of inflammation. Lipids. 2008 Jan;43(1):65-77. Epub 2007 Nov 29.
[6]. Volek JS1, Phinney SD, Forsythe CE i wsp. Carbohydrate restriction has a more favorable impact on the metabolic syndrome than a low fat diet.Lipids. 2009 Apr;44(4):297-309.[7]. Samaha FF, Iqbal N, Seshadri P, i wsp. A low-carbohydrate as compared with a low-fat diet in severe obesity. N Engl J Med. 2003 May 22;348(21):2074-81
[8]. Pesta DH, Samuel VT. A high-protein diet for reducing body fat: mechanisms and possible caveats. Nutr Metab (Lond). 2014 Nov 19;11(1):53.
[9]. Soenen S, Bonomi AG, Lemmens SG. Relatively high-protein or ‚low-carb’ energy-restricted diets for body weight loss and body weight maintenance? Physiol Behav. 2012 Oct 10;107(3):374-80.
[10]. Hall KD, Bemis T, Brychta R. Calorie for Calorie, Dietary Fat Restriction Results in More Body Fat Loss than Carbohydrate Restriction in People with Obesity.Cell Metab. 2015 Sep 1;22(3):427-36.
[11]. Hall KD, Chen KY, Guo J. Energy expenditure and body composition changes after an isocaloric ketogenic diet in overweight and obese men.Am J Clin Nutr. 2016 Aug;104(2):324-33.