Rodzicielstwo, NEAT i przyrost masy ciała

Nie oszukujmy się: wraz z upływem czasu nie tylko przybywa nam lat, ale zazwyczaj i… kilogramów. Oczywiście wina za ten fakt zrzucana jest na zwalniającą z wiekiem (i to niezależnie od czynionych starań) przemianę materii… W niniejszym wpisie nie mam nawet zamiaru podważać tego tyleż wygodnego, co nieprawdziwego wytłumaczenia, jednak w zamian chciałbym wskazać na inną, zaskakującą na pierwszy rzut oka i pozornie nieusuwalną przyczynę, którą są… dzieci.

Otóż okazuje się, iż posiadanie potomstwa może w znaczący sposób sprzyjać przyrostowi masy ciała. Ale spokojnie, nie oznacza to wcale, iż chcąc zachować szczupłą sylwetkę, zostać musisz „bezdzietną lambadziarą”, czy bezpotomnym gołowąsem. Podobnie nie oznacza to, że jeśli masz już potomstwo, to jedynym rozwiązaniem, jakie Ci zostało, jest… okno życia. Odstaw zatem Harnasia, dogaś Chesterfielda i czytaj uważnie, bo to, co mam do powiedzenia, może okazać się bardziej znaczące niż rozwiązanie quizu pt. „Jakim kebabem jesteś?”.

Wczesne rodzicielstwo a NEAT

Zasugerowana przeze mnie na wstępie koncepcja mówiąca, iż posiadanie potomstwa jest czynnikiem sprzyjającym przyrostowi masy ciała, może wydać się co najmniej chybiona w kontekście tego, z czym wiąże się macierzyństwo i tacierzyństwo na wczesnych jego etapach. Młodzi rodzice zapewne mogą zaświadczyć, iż zajmowanie się niemowlęciem jest nie tylko czaso-, ale i energochłonne.

Cóż, nie mam zamiaru z wspomnianym faktem polemizować. Kwestia ta oczywiście może mieć charakter wysoce osobniczy, zależnie od temperamentu potomstwa, i dodatkowo rozkładać się może niesymetrycznie pomiędzy obojgiem rodziców, ale w ramach „podstawowej komórki społecznej” wczesne rodzicielstwo zazwyczaj wiąże się ze wzrostem „pozatreningowej aktywności fizycznej”, zwanej NEAT. Składają się na to takie czynności jak choćby noszenie, przewijanie, nocne wstawanie etc. Tymczasem NEAT to znaczący komponent sumy wszystkich dobowych wydatków energetycznych. Nie oznacza to jednak, iż całkowity bilans jest oczywisty.

Porzucenie egoistycznego paradygmatu

Oceniając wpływ posiadania dzieci na wydatkowanie energii, trzeba temat zbadać na wszystkich płaszczyznach. Otóż zarówno nasza konstrukcja biologiczna, jak i uwarunkowania społeczne i kulturowe sprawiają, iż po przyjściu na świat pociechy zmienia się nam diametralnie sposób myślenia z egocentrycznego na infantocentryczny. Mówiąc wprost: rodzicielstwo sprzyja wyzbyciu się egoistycznego paradygmatu.

Czy to coś złego? Absolutnie nie. Jest to zmiana wysoce pożądana z co najmniej kilku szczytnych powodów. Jako dietetyk jednak zwrócę uwagę, iż może mieć to swoje „energetyczne” konsekwencje. Raczej trudno bowiem sobie wyobrazić, iż odpowiedzialna mama zostawi kilkumiesięczne dziecko bez opieki w domu, bo o 17:30 w osiedlowej trollowni „U Mirasa” odbywa się sesja Zumby. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie taką decyzję w przypadku ojca (ale trudniej tylko z tego powodu, że mężczyźni raczej niechętnie chodzą na Zumbę). To oczywiście tylko symboliczny, choć dość wymowny, przykład wskazujący, iż wraz z nastaniem rodzicielstwa kwestia treningów, ale i diety, odchodzi na drugi plan.

Magiczne zaklęcia a spowolnienie metabolizmu

Jak wcześniej wspomniałem, na wczesnych etapach macierzyństwa i tacierzyństwa w pewnym stopniu posiadanie potomstwa może sprzyjać wzrostowi NEAT. Dzieci bowiem trzeba nosić, przewijać, schylać się do nich, podnosić, biegać za nimi etc. Ale nie oszukujmy się, w większości przypadków dzieje się tak tylko do pewnego czasu.

W pewnym momencie w zasadzie dochodzi do zwrotu i efekt jest taki, że NEAT spada. Ta magiczna zamiana dzieje się z użyciem zaklęć typu: „zrób mamie herbatę”, „podaj tacie kapcie”, „idź wynieś śmieci”, „kup jeszcze jakiś chleb i bułki”, aż w końcu „idź odstaw samochód, nim sąsiad znów zadzwoni po straż miejską…”. No i wtedy tempo przemiany materii zaczyna spadać, a uroki dojrzałego rodzicielstwa zaczynają… rodzić swoje tłuste owoce, a my zamiast wstać z foteli, rozsiadamy się w nich jeszcze wygodniej i – nieraz tylko szarpnięci sentymentem przeglądając stare fotki – mówimy do podającej nam termofor pociechy: „zobacz, jaka mama kiedyś była szprycha”.