„Dieta na koronawirusa”, czyli sprawa detoksu, glutenu i mleka

Biorąc pod uwagę pandemiczne okoliczności, w jakich przyszło nam żyć, nie powinien dziwić fakt, iż znaczna część słusznie struchlałego społeczeństwa przejawia rosnące zainteresowanie wszelkimi możliwymi metodami wzmacniania odporności immunologicznej. Trudno też uznać to zainteresowanie za niepotrzebne czy też szkodliwe, ale biorąc pod uwagę uwarunkowania, o których za moment szerzej opowiem, należy zaznaczyć, że wyprawa w poszukiwaniu „recepty na zdrowie” w pewne obszary Internetu może okazać się równie ryzykowna, jak wycieczka do Castiglione d’Adda. Otóż implementacja pojawiających się gdzieniegdzie zaleceń nie tylko nie będzie skuteczna w zmniejszaniu ryzyka infekcji, ale niekiedy może nieść za sobą po prostu powikłania zdrowotne.

Czy dieta ma wpływ na odporność?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć jedno – otóż sposób odżywiania może w sposób bardzo znaczący wpływać na odporność immunologiczną. To żaden okolicznościowy wymysł, tylko fakt, mający dobre wsparcie w literaturze [1-3]. Zatem ujmując rzecz krótko: w czasach, gdy istnieje wzmożone ryzyko infekcji, dbałość o odpowiedni dobór jakościowy i ilościowy pokarmów może stanowić element praktyk prewencyjnych. Nawet jeśli nijak się to ma do ryzyka zarażenia się COVID-19, to jest szansa, że codzienne zwyczaje żywieniowe mogą mieć wpływ na zdolność organizmu do radzenia sobie z infekcją w toku jej trwania. No i właśnie w tym momencie dochodzimy do zasadniczego pytania, dotykającego gorącego tematu. Otóż, czy istnieje jakaś dieta pozwalająca ustrzec się znienawidzonego „koronawirusa” lub też choćby – zagwarantować łagodny przebieg zakażenia?

Odpowiedź brzmi: nie, nie istnieje taka dieta, która chroni przed zakażeniem. Przynajmniej nie ma na to żadnych dowodów, podobnie jak nie ma dowodów na to, że jakakolwiek dieta chroniła przed zachorowaniem na SARS, grypę, odrę czy AIDS. Ale oczywiście nie musi to oznaczać, że sposób odżywiania nie ma żadnego wpływu na naszą odporność immunologiczną, a ta natomiast rzutuje na to, na jakie infekcje zapadamy i jak je przechodzimy. Ten fakt trudno podważyć i, jak się okazuje, może to skłaniać zarówno do racjonalnych przemyśleń i odpowiedzialnych zachowań, jak i do snucia bezeceństw i czynienia totalnych głupot. Zanim jednak odniosę się do obiegowych plotek i foliarskich zaleceń, proponuję szybki test wiedzy, który polega na udzieleniu bezbłędnej odpowiedzi na poniższe pytanie.

Który czynnik żywieniowy, bądź składnik pokarmowy, w największym stopniu warunkuje naszą immunologiczną odporność?

Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak zadane pytanie lub uważasz, że jest to cynk, selen, witamina D lub – co gorsza – witamina C, to – co tu dużo mówić – wiele wskazuje na to, iż po prostu się mylisz. Tkwienie w tym przekonaniu nie jest oczywiście ujmą na honorze, no chyba że jesteś dietetykiem lub lekarzem, ale w zamian może po prostu czynić podejmowane działania nieefektywnymi lub niekiedy wręcz – szkodliwymi. Zatem, co w pierwszej kolejności ma znaczenie dla naszej odporności? Otóż dla sprawnego funkcjonowania układu immunologicznego liczy się przede wszystkim odpowiednie zaopatrzenie organizmu w białko i energię, co ma wsparcie tak w najnowszych [1-3], jak i w bardziej wiekowych publikacjach naukowych [4-5].

Zaraz, zaraz, czy aby autor powyższego twierdzenia nie upadł na głowę z masztu 5G? Przecież w dzisiejszych czasach cywilizacyjnym i niemal globalnym problemem jest nadmierna masa ciała, która bynajmniej z niedożywiania białkowo-energetycznego się nie bierze. Oczywiście na pierwszy rzut oka podnoszenie wagi odpowiednio wysokiego spożycia protein i energii ogółem wydaje się nieporozumieniem, ale po zgłębieniu istoty rzeczy, a przede wszystkim po zwróceniu uwagi na pewne, warunkowe okoliczności, które w ostatnim czasie zyskują na znaczeniu, pozwala spojrzeć na sprawę w ujęciu wykraczającym poza zero-jedynkowe schematy, którym z taką łatwością ulegamy.

Co za dużo, to niezdrowo, ale…

Permanentna nadwyżka energetyczna prowadząca do sukcesywnego, skutkującego otyłością, a dalej cukrzycą typu 2, przyrostu rezerw tłuszczowych w naszym ciele faktycznie nie służy ani naszemu zdrowiu metabolicznemu, ani też odporności na infekcje [6-9]. Tyle że niedożywienie białkowo-energetyczne w skrajnych wypadkach może odciskać znacząco większe piętno na funkcjach układu immunologicznego [1-5]. Zależność ta dodatkowo przybiera na sile, kiedy mówimy o osobach aktywnych fizycznie z prawidłową masą i optymalnym składem ciała, a już w grupie szczególnego ryzyka są sportsmenki i sportowcy [10-13]. Mówiąc wprost: osoby aktywne, bez zbędnego balastu w postaci nadmiarowej ilości rezerw tłuszczowych, reagować mogą dynamicznym spadkiem odporności immunologicznej w przypadku niskiej dostępności energii i białka.

A jak wygląda sprawa u osób z nadmierną masą ciała? Odpowiednia podaż białka prawdopodobnie jest również kluczowa dla utrzymania wysokiej odporności na infekcje. Jeśli chodzi natomiast o restrykcje kaloryczne, to tutaj akurat nie ma pełnej zgodności: niektóre badania wskazują na spadek, inne nawet na wzrost immunologicznej odporności w przypadku ich wprowadzania [14-16]. W moim osobistym przekonaniu, umiarkowany deficyt kaloryczny u osób otyłych nie musi zwiększać ryzyka infekcji, o ile dieta będzie odpowiednio zasobna w białko i pozostałe, niezbędne składniki odżywcze. Wiele wskazuje jednak na to, że również przy nadmiernej masie ciała istnieje pewien pułap spożycia energii, który musi zostać osiągnięty, by nadto nie nadwątlić „funduszy kalorycznych” z puli zarezerwowanej dla układu immunologicznego. Systemy obronne naszego organizmu nie pracują na baterie słoneczne i wymagają dowozu energii.

Detoksem w wirusa

Mając na uwadze powyższe uwarunkowania oczywisty wydaje się fakt, iż wszystkie owoce wesołej twórczości samozwańczych ekspertów w dziedzinie dietetyki, które sprowadzają się do nagłego i drastycznego obniżenia kaloryczności diety, mogą prowadzić do zwiększenia podatności na infekcje, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu zmniejszenie spożycia protein. Czy istnieje jakaś konkretna, graniczna głębokość deficytu lub graniczny czas jego trwania w omawianym ujęciu? Tego niestety nie wiemy, ale istnieją przesłanki, by sądzić, że im agresywniejsze rozwiązania wprowadzamy i im dłużej się ich trzymamy, tym większe ryzyko na siebie bierzemy.

Tymczasem w ostatnich dniach można zauważyć prawdziwy wysyp beztroskich postulatów lansujących „sokowy detoks”, „owocowo-warzywną kurację odchudzającą”, czy też propagujących jawną głodówkę w imię „wzmacniania odporności” i „podnoszenia sił witalnych organizmu”. Tak autorzy, jak i propagatorzy tych potencjalnie ryzykownych rozwiązań posiłkują się argumentami z własnego doświadczenia (typu: „na mnie działa”) lub, w sposób dalece niefachowy, szafują fachowymi terminami, takimi jak „autofagia”. Oczywiście jeśli w ewentualnej dyskusji zwróci się uwagę na sceptyczne stanowiska środowisk zrzeszających dietetyków, czy też po prostu brak odpowiednich referencji w postaci dobrze zaprojektowanych badań naukowych publikowanych w recenzowanych czasopismach, automatycznie pojawia się argument o niekompetencji i interesowności ekspertów oraz o Wielkim Spisku BigPharmy, która ma rzekomo fałszować badania i żerować na naszym zdrowiu (pewnie dlatego ostatnio jedna z firm kojarzona z BigPharmą przeznaczyła 7 milionów złotych na zakup respiratorów dla polskich szpitali…). Ciekawe, czy posługujący się powyższą argumentacją Instagramowi Misjonarze lansujący „sokowy detoks z dowozem do domu” przeznaczają chociaż procent swojej marży na jakiś szczytny cel…

Bez glutenu i mleka

Zboża zawierające gluten oraz produkty z mleka krowiego w ostatnich latach obrywają przy każdej możliwej okazji. Nic więc zatem dziwnego, że dzieje się dokładnie tak samo w „czasach zarazy”. Zatem z rozmaitych wypowiedzi możemy dowiedzieć się, że zarówno glutenowe zboża, jak i mleko oraz jego przetwory, ze względu na swój rzekomo destrukcyjny wpływ na jelita, doprowadzają do spadku odporności immunologicznej (bo przecież odporność pochodzi z jelit – proste). Z resztą według niektórych osób, wspomniane pokarmy generalnie niszczą ludzkie zdrowie na niemal wszystkich płaszczyznach. Czy jednak powyższe twierdzenia mają poparcie w dowodach naukowych? Można mieć co do tego liczne wątpliwości.
Po pierwsze istnieje drastyczna różnica pomiędzy wpływem zbożowych produktów pełnoziarnistych i produktów rafinowanych na funkcjonowanie naszego organizmu. Przykładowo opublikowano wiele prac wskazujących, iż dieta zasobna w pełnoziarniste produkty zbożowe (pozyskane z surowców takich jak przede wszystkim pszenica, żyto, owies, ryża a także proso i inne) koreluje z niższą częstotliwością występowania chorób nowotworowych, w tym nowotworów w obrębie układu oddechowego oraz całego układu pokarmowego, a zwłaszcza – w obszarze jelit [17]. Nie, to nie jest pomyłka – zboża, które według niektórych osób mają niszczyć nasze jelita jednocześnie zmniejszają ryzyko nowotworów tego odcinka przewodu pokarmowego.

Wbrew pozorom nawet tak krytykowana powszechnie pszenica ma też pewne walory prozdrowotne, o ile produkt z niej otrzymany jest pełnoziarnisty. Istnieją dowody wywodzące się z badań interwencyjnych, które wskazują, iż spożywanie otrębów pszennych niesie za sobą pozytywne skutki, dostarczając biodostępnych i bioaktywnych substancji o właściwościach antyoksydacyjnych i – uwaga – przeciwzapalnych, które mogą działać lokalnie (przewód pokarmowy) i peryferyjnie [18].
Ponadto istnieją badania wskazujące, iż regularna konsumpcja pełnoziarnistych produktów zbożowych, w tym również tych otrzymanych z pszenicy, niesie za sobą korzyści w postaci: spadku markerów stanu zapalnego i dalej korzystnych zmian w obrębie mikrobiomu, co – jak wiadomo – może pozytywnie rzutować na odporność immunologiczną [19].
Oczywiście nie jest powiedziane, iż pszenica czy inne zboża zawierające gluten są niezbędnym składnikiem diety, ale warto wiedzieć, że bezpodstawna ich eliminacja może sprawiać, że przynajmniej dla niektórych osób dieta stanie się bardziej uciążliwa w realizacji. Poza tym są pewne obiektywne uwarunkowania, które każą podchodzić do eliminacji sceptycznie. Otóż istnieją dowody wskazujące, że ograniczenie spożycia produktów glutenowych na rzecz np. ryżu może prowadzić do dwukrotnego wzrostu poziomu arsenu w organizmie [20]. Tu warto dodać, że o ile nie ma przekonujących dowodów na to, że gluten jest szkodliwy dla ogółu populacji (pomijając pewne, nieliczne uwarunkowania zdrowotne), o tyle wiadomo, że nadmierna ekspozycja na arsen może przynosić zdecydowanie niepożądane efekty, prowadząc – uwaga – choćby do spadku odporności immunologicznej [21]. Nie oznacza to, że mamy się generalnie bać ryżu czy go unikać, ale warto dbać o różnorodność w kwestii doboru produktów węglowodanowych, a eliminacja glutenu możliwość urozmaicania diety może ograniczać.

Z resztą, nie wdając się nawet w szczegóły, należy po prostu przypomnieć, że opinie wśród prestiżowych organizacji zrzeszających ekspertów w dziedzinie dietetyki są dość zgodne w kwestii konsumpcji produktów pełnoziarnistych: pokarmy te stanowią pożądany składnik zdrowej diety i warto je spożywać [22-26].

A jak wygląda sprawa w przypadku mleka i jego przetworów?

Mleko, jak i artykuły żywnościowe z niego otrzymywane, oczywiście także nie stanowią niezbędnego składnika diety i śmiało można się bez nich obyć. o ile… mamy pewną wiedzą w zakresie żywienia, która pozwalać będzie dostarczyć wymaganych ilości wapnia z innych, bezmlecznych źródeł. Tyle że eliminacja dużej grupy produktów winna być zawsze dobrze przemyślana i samą decyzję dobrze oprzeć na racjonalnych przesłankach. Czy zatem wykluczenie to dobry sposób na zmniejszenie ryzyka infekcji? Raczej nie ma na to przekonujących dowodów, a wręcz są przesłanki, by uważać, że jest to kiepski pomysł.

Mamy dobre powody, by uważać, że konsumpcja przynajmniej niektórych produktów mlecznych może wspierać układ immunologiczny. Pomijam tutaj nawet dobitny przykład jakim jest siara bydlęca, czyli colostrum. Przykładowo: obserwacje poczynione na – uwaga – małych dzieciach pokazały, że spożycie mleka zmniejsza ryzyko rozwoju infekcji wirusowych, wzmacniając m.in. barierę śluzówkową [27]. Co prawda efekt był wyraźnie silniejszy w przypadku mleka niepoddanego obróbce termicznej, ale w przypadku mleka przemysłowego też notowano pewne (choć wyraźnie mniejsze) korzyści. Będąc bardzo ostrożnym i precyzyjnie przekładając wyniki wspomnianego badania na realia dnia codziennego możemy po prostu sięgać po produkty mleczne otrzymywane z mleka surowego, takie jak choćby sery typu Parmezan czy Grana Padano (które przy okazji nie zawierają laktozy). To rozwiązanie o wiele lepsze, bardziej racjonalne, niż unikanie wszelkich produktów mlecznych bez racjonalnych (czytaj: opartych na aktualnym stanie wiedzy naukowej) powodach.

Skoro to nie działa – to dlaczego jest takie popularne?

Skoro ani głodówki, ani „detoksy”, ani eliminacje gluteny czy nabiału według aktualnego stanu wiedzy nie przyczyniają się w ujęciu uniwersalnym do poprawy odporności immunologicznej organizmu, to skąd taka moda na wprowadzanie tego typu rozwiązań? Cóż – „metody alternatywne” budziły i budzą duże zainteresowanie. Przede wszystkim ich stosowanie nadaje status „elitarności”. Bardzo często bowiem autorzy i propagatorzy takich „strategii” przedstawiają oficjalny stan wiedzy jako nadmiernie konserwatywny, przestarzały lub wręcz programowo nacechowany kłamliwą propagandą ukierunkowaną na zaspokojenie partykularnych interesów. Oczywiście nie każdy kto propaguje okresowe głodówki czy sceptycznie podchodzi do glutenu ma w sobie gen płaskoziemcy lub – co gorsza – antyszczepionkowca. Absolutnie daleki jestem od sugerowania takich zero-jedynkowych zależności, zwłaszcza, że niektóre koncepcje opierające się choćby na krótkoterminowych postach zdążyły już pokazać swój ciekawy potencjał w przyzwoicie zaprojektowanych badaniach. Tyle że nie były to „sokowe detoksy”, a skutki tego typu praktyk niekoniecznie miały postać zwiększonej odporności na infekcje…

W poszukiwaniu straconego czasu, czyli kilka słów na zakończenie

Wiele wskazuje na to, że jednym z ważnych czynników motywujących wiele osób do sięgania po alternatywne i egzotyczne diety są złe nawyki żywieniowe. Co to dokładnie oznacza? Otóż po rozwiązania „rewolucyjne” sięgają często osoby, które mają świadomość, że przez pewien czas odżywiały się w sposób beztroski oraz potencjalnie szkodliwy i teraz chcą nadrobić stracony czas. Innymi słowy istnieją liczne rzesze naiwniaków wierzących, iż w ciągu kilkudniowego detoksu są w stanie zniwelować negatywne skutki wielu miesięcy czy lat zaniedbań. To trochę tak, jakby uważać, że w ciągu kilku dni głodówki da się usunąć niechciany balast tłuszczu zapasowego, tyle że skutki wprowadzanych rozwiązań są trudne do uchwycenia gołym okiem, stąd też pewnie wiele osób jest w stanie uwierzyć w żywieniową magię.

Niestety o odporność immunologiczną, podobnie jak o formę sportową i szczupłą sylwetkę, dba się cały czas. Nie da się jej ani zbudować w miesiąc czy tydzień raz na zawsze, ani natychmiast przywrócić „cudowną kuracją” po okresach laby, ale w zamian można ją dość szybko zepsuć nieodpowiedzialną praktyką żywieniową. Warto zatem na wszelki wypadek zachować wstrzemięźliwość we wprowadzaniu wszelkich „rewolucyjnych praktyk” i strzec się wirusa dezinformacji.

Bibliografia [1]. Childs i wsp (2019). “Diet and Immune Function.” Nutrients vol. 11,8 1933.
[2]. Grueber i wsp. (2018), „Intergenerational effects of nutrition on immunity: a systematic review and meta‐analysis”. Biol Rev, 93: 1108-1124.
[3]. Wu i wsp. (2019). “Nutritional Modulation of Immune Function: Analysis of Evidence, Mechanisms, and Clinical Relevance.” Frontiers in immunology vol. 9 3160.
[4]. Chandra Ri wsp. (1997). Nutrition and the immune system: an introduction. Am J Clin Nutr. 66(2):460S-463S.
[5]. Scrimshaw i SanGiovanni (1997). Synergism of nutrition, infection, and immunity: an overview. Am J Clin Nutr. 1997 Aug;66(2):464S-477S.
[6]. Dobner i Kaser, (2018). Body mass index and the risk of infection – from underweight to obesity. Clin Microbiol Infect: 24:24–8.
[7]. Stephenson i Zambon (2002). The epidemiology of influenza. Occup Med. 52:241–7.
[8]. van Wayenburg i wsp. (2008). Encounters for common illnesses in general practice increased in obese patients. Fam Pract 25suppl:i93–8.
[9]. Klekotka i wsp. (2015) The etiology of lower respiratory tract infections in people with diabetes. Pneumonol Alergol Pol 83:401–8.
[10]. Drew i wsp. (2018). Prevalence of illness, poor mental health and sleep quality and low energy availability prior to the 2016 Summer Olympic Games. Br J Sports Med:52(1):47-53.
[11]. Mountjoy i wsp. (2014) The IOC consensus statement: beyond the female athlete triad—Relative Energy Deficiency in Sport (RED-S). Int J Sport Nutr Exerc Metab. 48;491-497.
[12]. Shimizu i wsp. (2012) Mucosal immune function comparison between amenorrheic and eumenorrheic distance runners.J Strength Cond Res.26(5):1402-6.
[13]. Nieman i wsp (1998). Immune response to exercise training and/or energy restriction in obese women. Med Sci Sports Exerc.30(5):679-86.
[14]. Ahmed i wsp (2009). Calorie restriction enhances T-cell-mediated immune response in adult overweight men and women. J Gerontol A Biol Sci Med Sci.64(11):1107-13.
[16]. Kelley i wsp. (1994). Energy restriction decreases number of circulating natural killer cells and serum levels of immunoglobulins in overweight women. Eur J Clin Nutr. 48(1):9-18.
[17]. Chatenoud L i wsp. Whole grain food intake and cancer risk. Int J Cancer. 1998 Jul 3;77(1):24-8
[18]. Neacsu M i wsp. (2017). Availability and dose response of phytophenols from a wheat bran rich cereal product in healthy human volunteers. Mol Nutr Food Res.61(3).
[19]. Vitaglione i wsp. (2015). Whole-grain wheat consumption reduces inflammation in a randomized controlled trial on overweight and obese subjects with unhealthy dietary and lifestyle behaviors: role of polyphenols bound to cereal dietary fiber. Am J Clin Nutr;101(2):251-61.
[20]. Bulka i wsp. (2017). The Unintended Consequences of a Gluten-free Diet. Epidemiology.8(3):e24-e25.
Pozostała część bibliografii u autora

Zamieszczając komentarz, akceptujesz Politykę prywatności strony tadeuszsowinski.pl