Istnieje takie powszechne przekonanie, że dzisiejsze jedzenie to – krótko rzecz ujmując – syf. Po pierwsze nafaszerowane chemią, a po drugie – jałowe pod względem odżywczym. Temu dość krytycznemu przekonaniu towarzyszy sentymentalne wyobrażenie na temat tego, jaka to zdrowa, wartościowa i pożywna była żywność kiedyś. Kiedy? Tu trudno o jakieś konkrety, czy też o pełną co do nich zgodność; wskazywane są jednak raczej okresy, w których żywność samemu się uprawiało, hodowało i jadło lub wystawiało na targu, a nie przemysłowo produkowało, szpikowało chemią i eksponowało na półkach w supermarkecie.
Jedzenie kiedyś, czyli… kiedy?
Biorąc pod uwagę powyższe kryteria, mamy do wyboru szeroki przedział czasowy. Ja tymczasem chciałbym skupić się na okresie spełniającym opisane warunki i zarazem jak najmniej odległym. Dlaczego? Ano dlatego, że im dalej wstecz sięgamy, tym i dane źródłowe stają się bardziej niepewne i mgliste. W związku z tym na warsztat postanowiłem wziąć dietę mieszkańca polskiej wsi z drugiej połowy XIX wieku. Mamy bowiem w tej materii sporo ciekawych i wiarygodnych danych. Dodam także, iż mając na uwadze spore rozwarstwienie społeczne owych czasów i występującą nierzadko biedę, postanowiłem skoncentrować się na zwyczajach żywieniowych włościan, czyli chłopów posiadających majątek ziemski.
Dieta mieszkańca polskiej wsi z drugiej połowy XIX wieku
Na wstępie warto nadmienić, iż pomijając osady nadrzeczne, gdzie istotnym elementem diety bywały ryby, bazą codziennego menu włościan były pokarmy roślinne. Ziemniaki, buraki, kasze, groch, kapusta, bób oraz samodzielnie wypiekany chleb z pszenicy i/lub żyta. Z pokarmów zwierzęcego pochodzenia spożywano mleko, masło, słoninę i twaróg. W praktyce menu wyglądało najczęściej tak:
Śniadanie: coś jak owsianka, ale bez mleka i z buraków, czyli… barszcz. Nie, to nie jest żart. Barszcz był w wielu regionach polski tradycyjnym śniadaniem włościan. Do barszczu chleb (razowy) lub ziemniaki, jeśli chleba było akurat mało.
Drugie śniadanie: tu często były ziemniaki maszczone lub jedynie osolone, jeśli brakowało masła lub innego tłuszczu. Alternatywnie jedzone były kanapki. Ciekawi Cię z czym? Ano z chlebem. I tyle.
Obiady: bywały najczęściej dwudaniowe. Z racji tego, że barszcz jadano tradycyjnie na śniadanie, to na obiad zdarzała się jaglanka, tyle że niekoniecznie z amerykańską borówką i izolatem. Była to po prostu kasza jaglana (lub jęczmienna) z mlekiem lub… omastą. Ale to było drugie danie. Na pierwsze dla odmiany była… kasza, ale z kapustą.
Kolacja: tu to Cię zaskoczę. Na kolację jadło się często barszcz. Z ziemniakami lub z chlebem. Czyli to samo, co na śniadanie.
Czy tak było przez cały rok? No cóż, jeśli chodzi o bazę, to było dość podobnie. Tyle że latem jadali więcej owoców i warzyw, a jesienią i zimą oraz wiosną sporo grzybów.
Od późnej wiosny do wczesnej jesieni, przy wytężonej pracy w polu, jadało się także dodatkowe posiłki: podśniadki i podwieczorki. Składały się z razowego chleba i wódki. Dowodów osobistych przy tym nie sprawdzano…
A co z mięsem?
Patrząc na opisaną przeze mnie dietę, nasuwają się pytania: a gdzie mięcho na obiad? gdzie jajka na śniadanie? Cóż, mięso spożywano kilka razy w roku – podczas świąt, rodzinnych imprez, a tak poza tym to się go nie jadało. Ale zwierzęta domowe rzadko się ubijało. Tu przemawiały kalkulacje: krowę opłaca się raczej mieć na co dzień, by pozyskiwać mleko, niż hodować, by ubić, zjeść i stracić. Z kurami było podobnie: lepiej mieć jajo na co dzień, niż raz zjeść rosół. Ale jaja też niekoniecznie jadało się często. Jajami gościło się księdza, wręczało łapówki lub brało na handel.
Czy zatem jedzenie kiedyś było lepsze niż dzisiaj?
Patrząc jednostkowo przez pryzmat wybranych pokarmów, to może i tak. Nie wątpię, iż domowy chleb razowy sprzed 150 lat był bardziej wartościowy niż współczesna kajzerka. Ale dieta ówczesnych włościan była jałowa, monotonna, a więc niekoniecznie zdrowa (chciałbym zobaczyć miny osób, które twierdzą inaczej, jak dostają takie wyżywienie, będąc na Maderze na wczasach all inclusive).
Moim zdaniem pod względem pożywienia żyjemy w czasach najlepszych z dotychczas możliwych. Mam to, czego nie mieli nasi przodkowie: niczym nieskrępowany wybór i możliwość podejmowania świadomych, opartych na wiedzy decyzji. Dzisiejszym problemem nie jest deficyt tego czy innego składnika odżywczego w jedzeniu, tylko nieograniczona dostępność ekstremalnie smakowitego jedzenia i to, że jedzenie wykroczyło daleko poza swoją biologiczną rolę.
Bibliografia
Napoleon Cybulski, Próba badań nad żywieniem się ludu wiejskiego w Galicji, Nakładem Towarzystwa Opieki Zdrowia 1894.