Margaryna – lepsza, niż myślisz

To naprawdę zaskakujące, że przyszło nam żyć w czasach, w których zjedzenie podwójnego burgera i porcji frytek sobotnim popołudniem w ramach „posiłku oszukanego” uchodzi za najnormalniejsze uwieńczenie zdrowego stylu życia, ale posmarowanie kromki chleba kilkugramową porcją margaryny postrzegane jest jako grzech niewybaczalny. Mało tego, publiczne stwierdzenie, iż margaryna może być bardziej pożądanym składnikiem diety niż np. masło, w trybie natychmiastowym ściąga patrol samozwańczych strażników prawilności, którzy w niewybrednych słowach wytłumaczą, jak dobitnym jest to dowodem intelektualnej ciemnoty. Powyższy fakt zakrawa na ironię, gdyż to właśnie straszenie margaryną jest flagowym przykładem merytorycznego zacofania. Nie, to nie jest żart. Współczesne margaryny z powodzeniem stanowić mogą element zdrowej diety, a wytaczane przeciwko nim argumenty mówiące o szkodliwości zawartych w nich izomerów trans są banalnie proste do odparcia. O ile oczywiście oprzemy się na dowodach naukowych, a nie wzorowanych na średniowiecznych zabobonach teoriach głoszonych przez niektórych influencerów i innych celebrytów.

Krótka historia margaryny

O ile historia masła liczy sobie prawdopodobnie ponad 5–6 tysięcy lat, o tyle historia margaryny jest stosunkowo krótka i sięga roku 1869. Wtedy to właśnie francuski aptekarz Hippolyte Mège-Mouriès opracował recepturę produktu, który wbrew temu, czego można byłoby się spodziewać, nie był połączeniem oleju palmowego i rzepakowego, a – według niektórych źródeł – mieszanką wołowego łoju, wymion krowich i… wody. Produkt powstał ponoć na zamówienie samego Napoleona III, który oczekiwał opracowania smarowidła mogącego stanowić przełom w sprawie wyżywienia żołnierzy podczas wypraw wojennych. Tak też się stało, ku uciesze wodza, który sam ponoć zaczął zajadać się tym przysmakiem. Jego radość niestety nie trwała długo.

Tajemnicza śmierć Napoleona

Niestety opatentowanie składu margaryny przez Mège-Mouriès w roku 1872 dziwnym trafem zbiegło się w czasie ze śmiercią Napoleona, który zmarł niespełna rok później. I chociaż zależności przyczynowo-skutkowej udowodnić się nie udało, to co bardziej wtajemniczeni powołują się na powszechnie znany fakt, że Wielka Finansjera Przemysłu Spożywczego ma swoje sposoby, by niewygodne fakty zataić przed opinią publiczną… Jak więc widać, margaryna, gdy tylko weszła na rynek, zaczęła zbierać śmiertelne żniwo. I nie oszczędzała elity. A później było już tylko gorzej.

Ze względu na liczne kontrowersje związane z margaryną w USA wprowadzono specjalne obostrzenia prawne, dodatkowe podatki, aż wreszcie – zakaz jej sprzedaży w kilku stanach! Znanym przeciwnikiem margaryny był kongresmen i kandydat na prezydenta Robert Marion La Follette. Swego czasu nazwał on margarynę „mieszaniną tłuszczu i hipokryzji” (prawda, że trafne?). Dziwnym zbiegiem okoliczności dosłownie kilka dekad później polityk zmarł, a w sprawie jego śmierci nie zostało podjęte żadne dochodzenie. Przypadek?

Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że w latach 40. XX wieku nastąpił nagły zwrot. Margaryna wróciła do łask, co według oficjalnych uzasadnień wiązało się ze zmianą technologii produkcji. Zwolennicy starożytnej kosmonautyki jednak mają w tej materii inne zdanie. Jakie? Wnioski nasuwają się same, o ile „włączy się myślenie”.
Oczywiście pozwoliłem sobie trochę podkoloryzować pewne fakty, na usprawiedliwienie dopowiem jednak, że nie ja pierwszy przestałem do tematu podchodzić poważnie. Przeciwnicy margaryny używają bardzo podobnych argumentów do tych powyżej sformułowanych. A tak już całkiem serio, to właśnie w latach 40. minionego wieku do otrzymywania margaryny zaczęto używać olejów roślinnych poddanych procesowi utwardzania, lansując je przy tym jako zdrowszą alternatywę dla tłuszczów zwierzęcych. Jak dalece to było niefortunne, wiemy dziś ponad wszelką wątpliwość.

Złe izomery trans

Izomery trans kwasów tłuszczowych przemysłowego pochodzenia, takie jak kwas elaidynowy, cieszą się coraz gorszą sławą. O ile jeszcze kilkanaście lat temu wspominało się głównie o ich negatywnym wpływie na gospodarkę lipidową [1], o tyle dziś potencjalne implikacje zdrowotne związane z ich konsumpcją przedstawiane są w o wiele szerszym kontekście [2]. Na chwilę obecną jest pewne (lub co najmniej prawdopodobne), że wysoka podaż wspomnianych składników może m.in.:

  • prowadzić do rozwoju chorób układu krążenia o podłożu miażdżycowym [1–6],
  • nasilać stan zapalny w ustroju [1; 2; 6],
  • zwiększać ryzyko rozwoju chorób neurodegeneracyjnych [7; 8],
  • sprzyjać rozwojowi nowotworów [1; 9–11],
  • podnosić ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 [1; 12; 13],
  • ułatwiać gromadzenie tłuszczu zapasowego [14; 15],
  • zwiększać ryzyko depresji [16; 17].

I teraz przychodzi na myśl oczywista refleksja: skoro to wszystko, co powyżej zostało przytoczone, to prawda, to jak w ogóle można bronić margaryny? Przecież to równie samobójcza misja, co smarowanie tłuszczem roślinnym pieczywa! Cóż, w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na jeden, waży aspekt, otóż uwaga:

Współczesne margaryny miękkie praktycznie nie zawierają izomerów trans!

Nie, to nie jest żart, ani też – nie jest to kłamstwo. Przecież tyle się mówi o tym, że Wielka Finansjera Przemysłu Spożywczego to kwintesencja przebiegłości i sprytu. Dodajmy do tego nieograniczone fundusze, które nawet po wynajęciu topowych płatnych zabójców starczają na coś więcej niż tylko zakup posiadłości na Kajmanach, czy też zatykanie ust kongresmenom i finansowanie wakacji zaprzyjaźnionym dietetykom. Te pieniądze można wykorzystać na badania i rozwój. I tak też się dzieje. Kilka dekad temu udało się opracować innowacyjną metodę pozwalającą z tłuszczu płynnego (jakim jest olej roślinny) stworzyć tłuszcz stały, acz w sam raz miękki, by po wyjęciu z lodówki można było go użyć do posmarowania kajzerki. Dopowiem, że okazało się to możliwe bez zastosowaniu niechlubnego procesu katalitycznego uwodorniania. Dzisiejsze margaryny miękkie w większości nie zawierają już utwardzonych tłuszczów roślinnych [18]. Według najnowszych danych obejmujących produkty obecne na naszym rodzimym rynku zawartość izomerów trans przemysłowego pochodzenia we wspomnianych produktach mieści się od 0,1 do 1,1% [18]! Są to ilości śladowe…

Warto jednak dopowiedzieć, że powyższy zakres wartości nie obejmuje miksów tłuszczowych (połączeń masła i tłuszczów roślinnych), gdzie zawartość TFA mieści się w przedziale od 0,2 do 5% (choć część TFA pochodzi wtedy naturalnie z tłuszczu mlecznego) i margaryn twardych kostkowych, gdzie ilość wspomnianych lipidów w jednostkowych przypadkach sięgać może nawet 22%.

Wnioski

Margaryny oczywiście można nie lubić: za mdły smak, za to, że nieudolnie podrabia masło, za śmierć Napoleona i inne ciemne plamy na życiorysie. Wytaczając jednak argumenty przeciwko – warto skrupulatnie sprawdzać, czy nadal są aktualne. Współczesne margaryny miękkie do smarowania pieczywa izomerów trans praktycznie nie zawierają i nie jest to ani wiedza nowa, ani tajemna. Czy to znaczy, że stanowią pożądany składnik diety? W istocie rzeczy jest wiele bardziej wartościowych produktów dostarczających tłuszczu, jak choćby orzechy, nasiona, ryby morskie czy oliwa, po które warto sięgnąć w pierwszej kolejności. Jeśli jednak w naszych rozważaniach poruszamy się w obszarze smarowideł do pieczywa, to margaryny stanowić mogą opcję godną rozważenia, chyba że ktoś ze względów smakowych za nimi nie przepada, wtedy wybór jest prosty.

Bibliografia
u autora

Zamieszczając komentarz, akceptujesz Politykę prywatności strony tadeuszsowinski.pl