Są słodkie, zawierają cukry proste, a więc z natury są podejrzane i muszą wiązać się z nimi liczne kontrowersje. Mowa oczywiście o owocach, które – co prawda – przedstawiane są często jako integralny element zdrowej diety, ale ich konsumpcja bywa sankcjonowana licznymi obostrzeniami. Tak oto jedna z plotek głosi, iż gdyby Adam dał się skusić jabłkiem Ewie przy porannej owsiance, to litościwy Pan Bóg przymknąłby na występek oko i do dnia dzisiejszego jeździlibyśmy wszyscy na różowych jednorożcach po kwiecistych łąkach Edenu, śpiewając Kumbaya my lord. A że stało się to popołudniem, sprawa – jak wiadomo – skończyła się natychmiastową eksmisją, a jej konsekwencje odbijają się nam czkawką do dziś. Tak jak czkawką, odbija się pytanie: czy faktycznie istnieją racjonalne powody, by uważać, że po wybiciu godziny dwunastej sympatyczna mandarynka może przepoczwarzyć się w robaczywy owoc zakazany?
Cóż, by uznać to za fakt, potrzeba ewidentnie łaski wiary. W źródłach fachowej wiedzy próżno szukać potwierdzenia dla tego typu twierdzeń, a argumenty mające podpierać ich zasadność są wewnętrznie sprzeczne.
Dlaczego akurat do południa?
Postulowanych powodów, by nie spożywać owoców w godzinach popołudniowych, jest co najmniej kilka.
Po pierwsze problem ma leżeć w tym, że owoce dostarczają cukrów prostych i ich konsumpcja sprawia, iż poziom glukozy we krwi bardzo dynamicznie się podnosi, a to dalej może sprzyjać przyrostowi tłuszczu zapasowego. Sprawa jednak jest skomplikowana. W pierwszej połowie dnia, gdy „metabolizm jest rozpędzony”, glukoza i fruktoza, według obiegowych źródeł, nie odkładają się jako materiał zapasowy, a dodają energii pozwalającej sobie radzić z codziennymi wyzwaniami. Niestety w drugiej połowie dnia przemiana materii spowalnia, a organizm „nastawia się na odkładanie” dostarczonych substratów energetycznych i konsumpcja jabłek, śliwek, a już zwłaszcza bananów niechybnie prowadzi do rozwoju nadwagi i otyłości ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Po drugie, jak głoszą obiegowe źródła, istnieją pewne uwarunkowania związane z fizjologią naszego przewodu pokarmowego. Otóż zgodnie z treścią niefachowych przekazów wydzielanie enzymów trawiennych regulowane jest przez wewnętrzny zegar według określonego rytmu. Te, które rozkładać mają składniki obecne w owocach, podobno aktywne są jedynie do godziny 12:00, a co bardziej liberalni eksperci od Wiedzy O Wszystkim są skłonni uznać, że działają w porywach do godziny 13:00. Owoce skonsumowane w późniejszych porach fermentować zaś będą w żołądku, zwłaszcza jeśli potraktujemy je jako deser po obfitym posiłku. A fermentacja, to wiadomo, patologiczna jest z natury i kończy się bólami, wzdęciami i innymi przykrymi dolegliwościami. Zatem drżyjcie młodociani szabrownicy, targający lipcowymi wieczorami owoce z mojej czereśni. Długie ramię dyspepsji dosięgnie wasze nikczemne żołądki i będzie płacz, i zgrzytanie zębów.
Jak jest naprawdę?
W istocie rzeczy obydwa przytoczone powody, mające uzasadniać owocową abstynencję w godzinach popołudniowych i wieczornych, są proste do rozbrojenia. Z zasadzie wystarczyłoby zaznaczyć, iż nie istnieją dowody naukowe, które wspierają treść tego typu bredni. Z racji tego, że temat jest ciekawy i budzi wiele kontrowersji, to warto się nad nim bardziej pochylić i ustosunkować w sposób wyczerpujący do zajmujących umysły i żołądki wielu osób, w tym nawet lekarzy i dietetyków (sic!), wątpliwości.
To, że owoce zawierają cukry proste, nie oznacza, iż ich konsumpcja powoduje gwałtowny wzrost glikemii. W owocach występuje, co prawda, wysokoglikemiczna glukoza, ale też i fruktoza, która charakteryzuje się niskim indeksem glikemicznym. Zresztą można to zweryfikować w tabelach z indeksem glikemicznym, w których widać jak na dłoni, że IG jabłek, brzoskwiń czy pomarańczy jest niższy niż IG brązowego ryżu czy ziemniaków, których jakoś nikt nie nakazuje jeść tylko do południa. Poza tym nawet gdyby indeks glikemiczny owoców był skrajnie wysoki, to przecież zawierają one najczęściej stosunkowo niewiele węglowodanów, przynajmniej w porównaniu do popularnych u nas produktów zbożowych. Żeby dostarczyć 70 g węglowodanów z truskawek, trzeba ich zjeść około kilograma. Ryżu wystarczyłaby jedna torebka. Idąc dalej, nawet gdybyśmy zjedli ten kilogram truskawek, co przecież jest możliwe, to i tak nie oznacza, iż dostarczone w ten sposób węglowodany doprowadziłyby do przyrostu tłuszczu zapasowego. Organizm odkłada energetyczne substraty do tłuszczowych rezerw, gdy podaż kilokalorii przekracza bieżące wydatki. Z owoców zdecydowanie trudniej jest wygenerować energetyczną nadwyżkę niż z kajzerki z serkiem topionym, pierogów ze śmietaną czy pizzy.
Jeśli chodzi natomiast o temat enzymów trawiennych, które to rozkładać mają składniki owoców tylko do południa, to ja się pytam: o jakie składniki chodzi? O wymienioną fruktozę i glukozę, które są wchłaniane z przewodu pokarmowego w niezmienionej formie? Przecież one trawienia nie wymagają, bo to MONOSACHARYDY i już nie ulegają rozkładowi na cząstki bardziej od nich elementarne. A może chodzi o sacharozę, która także występuje w owocach? Ta dla odmiany jest disacharydem złożonym z…. fruktozy i glukozy. Rozkładana jest w mig przez sacharazę, która radzi sobie z nią bezbłędnie o każdej porze dnia i nocy. No to może kwestia błonnika? A… faktycznie, ten nie jest rozkładany przez nasze enzymy trawienne w godzinach popołudniowych. A przed południem sytuacja wygląda dokładnie tak samo, bo błonnik jest błonnikiem właśnie dlatego, że jest oporny na działanie naszych enzymów. W zamian stanowi pożywkę dla drobnoustrojów zamieszkujących nasze jelita, z którymi łączy nas odwieczne przymierze.
Został jeszcze ostatni argument dotyczący negatywnych skutków fermentacji. Tutaj sprawa jest jeszcze prostsza: pH panujące w żołądku całkowicie ją uniemożliwia. Tego typu procesy mogą natomiast zachodzić w świetle jelita, ale niekoniecznie należy nimi straszyć. W sumie znamienne jest, że jakoś nikt nie obawia się problematycznej fermentacji po przyjęciu probiotyków zawierających bakterie kwasu mlekowego. Przecież to są bakterie fermentacji mlekowej…
Do której godziny zatem można jeść owoce?
Owoce można jeść o każdej porze. Stanowią one wartościowy składnik diety, dostarczają witamin i składników mineralnych, flawonoidów, błonnika i… wody. Niewątpliwym plusem owoców jest też słodki smak, który sprawia, że – przy umiejętnym wprowadzeniu do diety – mogą stanowić alternatywę dla popularnych słodyczy. Warto wiedzieć, że istnieje wiele prac naukowych wskazujących, że umiarkowana i wysoka konsumpcja owoców zmniejsza ryzyko występowania nadwagi i otyłości. Mało tego – owoce mogą być wartościowym uzupełnieniem diety odchudzającej.
Zamieszczając komentarz, akceptujesz Politykę prywatności strony tadeuszsowinski.pl