Istnieją w życiu człowieka nowoczesnego chwile szczególnie kompromitujące dla jego wysokiego mniemania o własnej racjonalności. Nie chodzi nawet o bezsensowne wojny, utopijne ideologie czy finansowe bańki spekulacyjne. Te można jeszcze próbować tłumaczyć zbiorowym szaleństwem, nieudolną polityką albo społeczną manipulacją. Znacznie bardziej niepokojące są drobne momenty codzienności, w których człowiek wyposażony w wiedzę, dyplomy, dostęp do badań naukowych i świadomość biologicznych mechanizmów nagle odkrywa, że przegrywa psychologiczny pojedynek z… końcówką banana.
To doświadczenie osobliwe
Człowiek obeznany choćby wstępnie w biologii wie przecież, że w tej ciemniejszej części owocu nie mieszkają pasożyty. Bo i nie mogą. Cykl rozwojowy lamblii dobitnie przesądza o tym, że prędzej znajdziemy ją na niedomytych truskawkach niż w końcówce egzotycznego owocu. A mimo to w kontakcie z tym osobliwym tworem ten właśnie w wiedzę wyposażony człowiek odczuwa przynajmniej lekki dyskomfort. Czasem końcówkę odcina i wyrzuca jak papierek od cukierka, czasem czyni to dyskretnie, upewniając się, że nikt nie zauważy tej małej kapitulacji rozumu. Sprawa przybiera szczególny wymiar wówczas, gdy rodzic serwuje banana własnemu dziecku. Wtedy irracjonalność osiąga poziom niemal ceremonialny. Końcówka znika obowiązkowo w koszu na bioodpady, a z nią trafia tam deklaracja racjonalności.
I oto człowiek XXI wieku, posiadający dostęp do niemal całej wiedzy zgromadzonej przez cywilizację, wykonuje gest przypominający dawne rytuały ochronne odprawiane przez mieszkańców plemion bojących się złych duchów ukrytych w pożywieniu. To bardzo upokarzające dla rozumu. Ale jednocześnie niezwykle pouczające.
Kazus końcówki banana mówi o człowieku więcej niż niejeden podręcznik psychologii
Współczesna nauka zna dziś dobrze mechanizmy, które pomagają wyjaśnić ten paradoks. Psychologia ewolucyjna, neurobiologia i badania nad emocją obrzydzenia coraz wyraźniej pokazują, że organizm człowieka nie został zaprojektowany po to, by być racjonalny. Został zaprojektowany po to, by przetrwać. A są to dwie zupełnie różne ambicje.
Rozum pyta: „czy to prawda?”
Organizm pyta: „czy to może być niebezpieczne?”
I między tymi pytaniami rozciąga się ogromna część ludzkiej historii. Ewolucja była bowiem wyjątkowo bezlitosna dla osobników przesadnie ufających analizie. Człowiek, który zbyt długo zastanawiał się, czy szelest w trawie rzeczywiście oznacza groźnego dlań drapieżnika, czy może hałaśliwego pasikonika, często nie zdążył przekazać swoich skłaniających do refleksji genów dalszym pokoleniom. Znacznie skuteczniejszą strategią okazała się nadmierna ostrożność. Lepiej było przestraszyć się sto razy niepotrzebnie, niż raz zignorować realne zagrożenie.
Organizm do dziś zachował tę „logikę”
Dlatego emocjonalne systemy alarmowe są asymetryczne. Bardzo łatwo uruchomić obrzydzenie, a niezwykle trudno je wyłączyć samą wiedzą. Człowiek może doskonale wiedzieć, że szklana podłoga jest bezpieczna, a jednak nogi mu drżą, gdy rozpostarta jest nad przepaścią. Wystarczy wspomnieć The Coiling Dragon Cliff — szklany chodnik przyklejony do pionowej ściany góry. To miejsce jest o tyle symboliczne, że stanowi niemal laboratoryjny eksperyment pokazujący konflikt między wiedzą („ta konstrukcja wytrzyma”) a biologicznym systemem alarmowym. Turysta patrzy na grubą taflę szkła, zna prawa fizyki, widzi tysiące innych turystów, których ciężar bez trudu konstrukcja unosi…, a mimo to organizm reaguje jak – tak możemy przynajmniej zakładać – u paleolitycznego hominida stojącego tuż nad urwiskiem. Nogi miękną, serce przyspiesza, dłonie się pocą. Rozum mówi: „to bezpieczne”. Układ limbiczny odpowiada: „nie interesuje mnie twoja analiza”. To jedynie bardziej spektakularny przykład tej samej zależności, której doświadczamy w zetknięciu z końcówką banana.
Paul Rozin, jeden z najważniejszych badaczy obrzydzenia, opisywał zjawisko nazywane „prawem skażenia”. Człowiek zachowuje się czasem tak, jakby sam kontakt z czymś symbolicznym pozostawiał trwały ślad zagrożenia, nawet gdy rozum doskonale wie, że to zagrożenie urojone. Emocjonalny układ bezpieczeństwa działa bardziej przez skojarzenia niż przez logikę. A jedzenie jest obszarem szczególnie podatnym na takie mechanizmy, ponieważ przez większość historii ewolucyjnej błędna decyzja żywieniowa mogła oznaczać śmierć.
To bardzo ważne – człowiek nie odziedziczył po przodkach prawdy o świecie. Odziedziczył strategie unikania zagrożeń. I właśnie dlatego dyplom uczelni bywa czasem bezradny wobec lęku pierwotnego. Bo wiedza deklaratywna jest strukturą młodą ewolucyjnie. Można powiedzieć, że została dobudowana do organizmu niczym nowoczesna biblioteka postawiona na ruinach starej twierdzy. Problem polega na tym, że w sytuacji niepokoju cichy głos bibliotekarza często przegrywa z syreną choćby omyłkowo włączonego systemu alarmowego. Daniel Kahneman opisywał ten konflikt jako starcie dwóch systemów myślenia: szybkiego, intuicyjnego i emocjonalnego oraz wolniejszego, refleksyjnego i analitycznego. Człowiek bardzo lubi uważać, że dominuje u niego ten drugi system. W rzeczywistości jednak większość codziennych reakcji powstaje wcześniej, niż zdąży pojawić się świadoma analiza.
Organizm najpierw czuje, rozum dopiero później tłumaczy
I być może właśnie dlatego nowoczesny człowiek jest tak osobliwie rozdarty. Nigdy wcześniej nie posiadał tak ogromnej wiedzy o biologii świata, a jednocześnie nigdy wcześniej nie był tak podatny na irracjonalne lęki zdrowotne. Człowiek współczesny deklaruje kult nauki, ale emocjonalnie nadal często reaguje jak średniowieczny mieszkaniec wioski nasłuchujący znaków nadchodzącej plagi czy zarazy. Końcówka banana jest tylko drobnym symbolem większego problemu. Pokazuje bowiem, że świadomość człowieka nie jest jednolita. W jednym organizmie mieszka jednocześnie biolog, filozof, przestraszone dziecko i ostrożny ssak ukształtowany przez miliony lat ewolucji. I ci mieszkańcy nie zawsze się ze sobą zgadzają. Szczególnie gdy w grę wchodzi potomstwo. Wówczas odzywa się coś znacznie starszego – pierwotny opiekun, którego organizm woli popełnić tysiąc fałszywych alarmów niż raz przeoczyć potencjalne zagrożenie dla własnego dziecka.
Ewolucja premiowała właśnie takich nadgorliwców. Nie tych, którzy mieli rację. Tylko tych, którzy… przeżyli. I być może właśnie tutaj kończy się pycha nowoczesnego rozumu. Człowiek odkrywa bowiem, że wiedza nie zawsze unieważnia lęk. Czasem jedynie pozwala mu nadać bardziej wyrafinowane uzasadnienie, czego niniejszy esej jest – o ironio – równie symbolicznym, co bezsilnym dowodem. Bo pod cienką i kruchą warstwą dyplomów i dowodów naukowych nadal mieszka organizm, który znacznie bardziej niż prawdy pragnie bezpieczeństwa.

