Skąd w dietetyce tyle sprzecznych teorii (i skąd czerpać rzetelną wiedzę)?

Chyba każdy, kto choć odrobinę interesuje się tematyką związaną z odżywianiem ma świadomość, iż dietetyka jest mocno polifoniczną dziedziną wiedzy, zwłaszcza dietetyka serwowana nam w pospolitym wydaniu, której bliżej raczej do elementu popkultury niż sfery Prawdziwej Nauki. W obiegu krąży wiele sprzecznych informacji na temat tego, jak należy się odżywiać, by na lata zachować zdrowie i by uzyskać szczupłą oraz wysportowaną sylwetkę. W związku z tym warto zadać sobie dwa ważne pytanie: skąd się bierze tyle różnych nurtów w materii żywienia? I przede wszystkim: jak odróżniać informacje prawdziwe od fałszywych?

Niestety w kwestii dietetyki głos zabrać może każdy…

Kwestia „diety” jest z jednej strony zagadnieniem, które w sposób namacalny dotyczy każdego człowieka, a z drugiej jest także zagadnieniem, które ostatnio zyskuje na wartości. Do „zdrowego odżywiania” namawiają dziś nie tylko dietetycy i lekarze oraz trenerzy, ale także aktorzy, sportowcy i celebryci. W efekcie tego, niemal każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, „interesuje się” dietetyką. Analogicznie też każdy bez wyjątku może zabierać głos w tej sprawie, powołując się czy to na obiegowe źródła wiedzy, czy też mądrości ludowe czy – najczęściej – własne, rzadko kiedy obiektywne obserwacje. W dziedzinach nauk takich jak matematyka, chemia czy fizyka takie okoliczności nie maja miejsca. W dziedzinie dietetyki stanowią – nomen omen – „chleb powszedni”. O dietetyce rozmawia się podczas spotkań z przyjaciółmi, w przerwach w pracy, na rodzinnych biesiadach. Można zaryzykować twierdzenie, iż kwestie związane z żywieniem poruszane są co najmniej równie często jak tematy ze świata polityki. Wszystko to sprawia, że obieg informacji dotyczących żywienia jest bardzo gęsty oraz intensywny i przypomina trochę głuchy telefon, gdzie dodatkowo łatwo o nieumyślne wypaczenie pierwotnej wartości przekazu.

Informacja to produkt, który trzeba sprzedać

Żyjemy dziś w świecie, w którym – i to jest fakt, z którego mało kto zdaje sobie sprawę – informacja jest towarem i podlega permanentnej licytacji. Rozpowszechnianie danych, w tym również tych dotyczących żywienia, opiera się na takich samych zasadach jak sprzedaż produktów i usług. W efekcie tego znaczna część przekazów medialnych przedstawiana jest w taki sposób, by wzbudzić zainteresowanie, odnieść się do sfery emocji, a niekiedy także – uczuć, co może wypaczać meritum omawianego zagadnienia. Często nawet dane wywodzące się z badań naukowych ulegają marketingowej obróbce, co prowadzi do zniekształcenia komunikatu i wypaczenia ich pierwotnego sensu. Skutkiem tego typu praktyk są sytuacje, w których, np. wniosek z jednego eksperymentu przeprowadzonego na zwierzętach, przenoszony jest w sposób bezkrytyczny na „ludzkie realia”, jako „fakt potwierdzony naukowo”. To jest całkowite niezrozumienie materii nauki, które przyczynia się do szerzenia dezinformacji. I ten wirus antywiedzy rozpowszechniany bywa niekiedy w dobrej wierze, a niekiedy zupełnie bezrefleksyjnie na podłożu partykularnie pojętych interesów.

Złożoność fizjologii człowieka

Czynnikiem, który mocno komplikuje sprawę ustalenia pewnych sztywnych danych dotyczących optymalnego sposobu odżywiania, jest złożoność natury ludzkiej. W toku ewolucji wykształciliśmy sobie zdolność do prawidłowego funkcjonowania przy zmiennej dostępności pożywienia i przy spożywaniu różnego typu pokarmów. Mamy dowody na to, iż istniały nieskażone cywilizacją zachodnią populacje prowadzące tradycyjny tryb życia, gdzie zarówno dobór pokarmów, jak i rozkład makroskładników mogły być totalnie różne, a mimo to stan zdrowia i kondycja fizyczna przedstawicieli danych społeczności okazywały się nieprzeciętnie dobre. Można tutaj wspomnieć o mieszkańcach Okinawy, w przypadku których dieta opierała się na dużych ilościach pokarmów pochodzenia roślinnego, czy o członkach plemion Hadza czy Kung, gdzie spożycie mięsa i białka okazywało się (przynajmniej okresowo) stosunkowo wysokie. Mamy też wreszcie grenlandzkich Inuitów, którzy przez większą część roku w ogóle nie mieli kontaktu z pokarmami pochodzenia roślinnego. Członkowie tychże populacji raczej nie borykali się z problemami takimi jak otyłość czy cukrzyca, a choroby układu krążenia występowały u nich rzadko.

Pieniądze, konflikty interesów i… teorie spiskowe

Nie bez znaczenia jest też fakt, iż formułowanie takich, a nie innych zaleceń żywieniowych, może być niekiedy „komuś” na rękę, przy czym pod pojęciem „ktoś” rozumiemy tutaj duże koncerny spożywcze, mogące wywierać pewien wpływ na to, które badania są nagłaśniane, a nawet – na to, jakie są wyniki prowadzonych badań. Faktem jest, że w przypadku sponsorowanych badań częstotliwość stwierdzenia „pozytywnego efektu” jest wyraźnie wyższa niż w przypadku badań niezależnych. Tyle, że dla osób nieobytych w materii badań naukowych zorientowanie się, które prace charakteryzują się wyższą, a które niższą wiarygodnością najczęściej przysparza problemów. Z drugiej strony – i to też trzeba mocno podkreślić – niestety potencjalna możliwość wywierania pewnego wpływu na kształt zaleceń żywieniowych przez koncerny spożywcze często bywa przejaskrawiana przez zwolenników teorii spiskowych, którzy próbują wylansować swoje pomysły dotyczące tego, jak należy się odżywiać, będące niekiedy zupełnym zaprzeczeniem dotychczasowego stanu wiedzy. Trzeba jednak pamiętać, że powstające w ten sposób założenia – choć wydają się niekiedy atrakcyjne – często są mało sensowne, nie mają bowiem wsparcia w absolutnie ŻADNYCH badaniach, a opierają się na spekulacjach i założeniach, które tautologicznie głoszą, iż to, co oficjalnie przyjęte, jest z definicji skażone interesem wielkich koncernów spożywczych i farmaceutycznych.

Jakie można z tego wyciągnąć wnioski?

Jak widać istnieje wiele przyczyn, które sprawiają, że z łatwością tworzone są rozmaite teorie dotyczące tego, jak należy się odżywiać. Problem jest bardzo złożony i mało realne jest, by udało się go w niedalekiej przyszłości zniwelować. Powszechny konsensus jest niestety niemożliwy. Liczyć się należy z tym, że w kwestii żywienia zawsze będą istnieć sprzeczne teorie. Ważne jest, by zawierzać tym, które nie ignorują zasad rządzących ludzką fizjologią i które zarazem mają wsparcie w wynikach badań naukowych o odpowiednio wysokim standardzie. Nie warto jednak poszukiwać jedynej słusznej drogi do uzyskania zdrowia i estetycznej sylwetki, gdyż takowa raczej nie istnieje. Na szczęście jest wiele sposobów na to, by poprawić funkcjonowanie organizmu za pomocą diety. Artykuły na ten temat będą regularnie pojawiać się na tym blogu, zachęcam więc do śledzenia mojej działalności redakcyjnej. I żeby ten tekst nie był jedynie filozoficzną rozprawką i niósł za sobą pragmatyczny przekaz – odpowiem na drugie z zadanych we wstępie pytań, czyli…

Skąd czerpać wiedzę na temat dietetyki i suplementacji?

Po pierwsze wszystkim żywo zainteresowanym zdobywaniem podstaw wiedzy na temat fizjologii żywienia polecam podręczniki akademickie studiów dietetyki (np. „Żywienie człowieka. Podstawy nauki o żywieniu” pod red. Prof. Gawęckiego). Niestety książek tych nie pisze Paulo Coelho ani Jonathan Carroll, nie ma w nich sensacyjnych informacji, a język jest fachowy i wyważony – więc też nie czyta się ich jak kryminału czy romansu… Dlaczego warto czytać takie książki? Odpowiedź jest prosta: uczą one podstaw i jeśli je przyswoimy, nie damy sobie wcisnąć kitu mówiącego chociażby, że np. kazeina w mleku krowim jest tylko po to, by cielakom rosły rogi i kopyta (bo w podręczniku dowiemy się, iż kazeina występuje też w mleku kobiecym), czy że gluten robi dziury w jelitach. Po drugie – osobom bardziej ambitnym, z analitycznym umysłem, które mają już lekturę podstaw za sobą, polecam publikacje naukowe o odpowiednio wysokim standardzie, tutaj jednak przyda się wiedza dotycząca interpretacji wyników badań oraz – dostęp do pełnych tekstów publikacji…

Polecane do śledzenia (dietetyka sportowa):

Wybrane, polecane pozycje (książki i wytyczne):

Pomocniczo warto zerkać na wybrane strony internetowe, blogi i FP wykwalifikowanych dietetyków, którzy nie budują swojego kapitału marketingowego na taniej sensacji i nie próbują podważać zasad żywienia opartych na dowodach naukowych. Teksty takich autorów nie przypominają raczej paszkwili z prasy brukowej, a cechują się wyważonym i zachowawczym językiem. Linki do takich miejsc podaję poniżej:

Zapraszam też do grupy HighCarb

I na mój fanpage

W kwestii suplementacji polecam stronę www.examine.com